
Wypowiedzi:
STANISŁAW SZPONAR
Kierownik ekipy klasyków Stanisław Szponar: "Był to niezły występ polskich reprezentantów, uwieńczony srebrnym medalem Dawida Karecińskiego. Patrząc na tych zawodników, którzy dominowali w zawodach, a więc Rosjan, Gruzinów, Azerów, to na ich tle nasi odstawali fizycznie. Ma to swoje uzasadnienie we wcześniejszym okresie szkolenia. Zapaśnicy wspomnianych krajów zaczynają trenować w wieku 8-10 lat, a u nas teoretycznie można dopiero od czternastego roku życia. Poza tym większy nacisk kładą na przygotowanie fizyczne, co ma duże znaczenie przy obecnych przepisach walk. Ale... nie narzekajmy. Mamy zupełnie przyzwoity "materiał", należy go teraz tylko odpowiednio obrabiać. Problemem jest przejście z kategorii kadetów do wyższej, i to nie tylko od strony sportowej. Ci zawodnicy ukończą za rok szkołę i trzeba wziąć pod uwagę, że będą chcieli kontynuować naukę. Trenerzy i kluby powinni imw tym pomóc".
KRZYSZTOF GRABCZUK
Prezes PZZ Krzysztof Grabczuk: "Za organizację zawodów zebraliśmy mnóstwo pochwał i gratulacji, od kierowników ekip, trenerów, sędziów, działaczy. Wszyscy podkreślali profesjonalne przeprowadzenie mistrzostw, począwszy od akredytacji, do dekoracji. Szczególne zadowolenie wyrażano z warunków rozgrywania imprezy, jak i zakwaterowania w hotelu Novotel (dawny Forum), w samym centrum stolicy.
Przyjazd do Warszawy najwyższych władz - prezydenta Międzynarodowej Federacji Zapaśniczej (FILA) Szwajcara Rafaela Martinettiego, wiceprezydenta Greka Teodora Hamakosa oraz szefa europejskiej federacji (CELA) Bułgara Ceno Cenowa ma swoją wymowę, której nie trzeba chyba komentować. Dodam jedynie, że i ci panowie również wypowiadali się o organizacji zawodów w samych superlatywach.
Wybiegając w przyszłość, to ... W 2008 roku Warszawa będzie gospodarzem kwalifikacyjnego turnieju przedolimpijskiego w stylu wolnym. Ponadto zamierzamy ubiegać się o mistrzostwa świata seniorów".
* * *
W podziękowaniu za wzorowe zorganizowanie mistrzostw w Warszawie prezydent Europejskiej Federacji Zapaśniczej Ceno Cenow uhonorował pamiątkowymi plakietkami CELA przewodniczącego Komitetu Organizacyjnego Eugeniusza Najmarka oraz członka komitetu Krzysztofa Kamińskiego.
EUGENIUSZ NAJMARK
Sekretarz generalny PZZ, przewodniczący Komitetu Organizacyjnego ME kadetów Eugeniusz Najmark: "Przyjemnie jest zbierać zewsząd pochwały za przeprowadzenie zawodów, ale ... sami nie dalibyśmy rady ich zorganizować. Gorące podziękowania należą się władzom stolicy, które mocno włączyły się w przygotowanie tej imprezy i z dużym zaangażowaniem zadbały, by wszystko grało, by 900 uczestników, w tym 600 zawodników, nie miało powodów do narzekania. A wiadomo, jak trudno jest zadowolić każdego z osobna. Frekwencja była rekordowa. Każda ekipa miała swoje wymagania, oczekiwania, którym staraliśmy się sprostać. Wszystkim osobom zaangażowanym w organizację zawodów, zwłaszcza wolontariuszom, składam serdeczne podziękowania. Przypomnę, że patronat nad mistrzostwami sprawowali prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz oraz marszałek województwa mazowieckiego Adam Struzik".
Eugeniusz Najmark w latach 1973-1988 był trenerem głównym kadry narodowej i olimpijskiej. Jak zatem, okiem szkoleniowca, ocenia poziom sportowy ME kadetów: "Naprawdę był wysoki. Wielu zaprezentowało bardzo dobre wyszkolenie, walczyło z myślą taktyczną. Nie było takich pojedynków na żywioł. Z tej grupy, która przewinęła się przez maty Torwaru, wyłonią się przyszli olimpijczycy. Co do występu Polaków - trochę dobrze, trochę źle. Tak można ocenić w wielkim skrócie. Więcej spodziewaliśmy się po wolniakach, zwłaszcza, że mieli udane starty w międzynarodowych turniejach. W Warszawie nie zademonstrowali tego, co już potrafią. Dwa piąte miejsca to skromny dorobek, zważywszy, że jako gospodarz wystawiliśmy dwie reprezentacje.
Znacznie lepiej spisały się dziewczęta. Najmilszą niespodziankę sprawiła Marzena Michalik, która w silnej konkurencji została wicemistrzynią Europy. Natomiast zawiodła Natalia Pujer. Wprawdzie zdobyła brązowy medal, ale i ona sama liczyła na złoty. Być może zgubiła ją zbytnia pewność siebie, że ten złocisty krążek już ma...".
* * *
W tym roku upływa Eugeniuszowi Najmarkowi 50 lat w sporcie zapaśniczym. Był zawodnikiem Klubu Sportowego Rzemieślnik i WKS Gwardia Warszawa. Pięciokrotny drużynowy mistrz Polski, wielokrotny reprezentant kraju, absolwent Akademii Wychowania Fizycznego Józefa Piłsudskiego, trener klasy mistrzowskiej.
Pracę szkoleniową rozpoczął w 1964 roku w Rzemieślniku. W latach 1973-1988 był trenerem kadry narodowej i olimpijskiej. W tym okresie szkoleni przez niego zawodnicy zdobyli łącznie 51 medali: 41 w mistrzostwach Europy, 7 w mistrzostwach świata oraz 3 w igrzyskach olimpijskich.
ANDRZEJ SUPRON
Wiceprezes PZZ, sędzia główny ME kadetów Andrzej Supron: "Według mnie poziom sędziowania był wysoki. Nie było poważnych wpadek, nikt z młodych zawodników nie został skrzywdzony. Walki oceniało w sumie 47 arbitrów z 27 krajów, przy czym 22 odbywało staż kandydacki na klasę międzynarodową. I ta grupa, w której był jeden Polak - Andrzej Maksymiuk, również sprostała oczekiwaniom. Ich pracę na macie oceniało dwóch instruktorów FILA - Szwajcarka Marian Nobs i Fin Kari Toivola.
DAWID KARECIŃSKI
Wicemistrzem Europy w kat. wagowej 46 kg w stylu klasycznym został 16-letni Dawid Kareciński (Pogoń Ruda Ślaska). Odbierał medal na podium zamroczony jak bolser po ciężkim ciosie, ale... Nie z tego powodu. Po prostu był zalamany porażką. Zdobył sobie sympatię widowni wielką walecznością we wcześniejszych pojedynkach, jednak w finale Rosjanin Stiepan Marjanian zaskoczył go agresywnością. Po ceremonii dekoracji uciekł do szatni i nie chciał z nikim rozmawiać. Wyręczył go ojciec, Janusz Kareciński.
"Ja jestem bardzo zadowolony, szczęśliwy. W ubiegłorocznych ME kadetów syn zajął ósme miejsce w wadze 42 kg. Tereaz ma medal. Na pewno zloty byłby lepszy, ale zdobędzie go w następnych mistrzostwach. On żyje zapasami, są jego pasją. Za cel postawił sobie igrzyska olimpijskie. I wierzę, że do nich dojdzie, gdyż jest nie tylko ambitny, ale i sumienny, wytrwały. W tym sezonie nie doznał wcześniej żadnej porażki. Wygrał turnieje m. in. w Niemczech, Czechach, na Slowacji, no i jest mistrzem Polski".
Janusz Kareciński (ratownik w kopalni węgla "Pokój") ma czterech synów. Jak podkreślił, wszyscy dobrze się uczą. Zapasy uprawia - oprócz Dawida - młodszy od niego o rok Adrian. "Nie ma on jednak takiego zaangażowania jak Dawid. Jak poszedł na pierwsze zajęcia, zachęcony przez kolegów, uznał, że to wymarzona dla niego dyscyplina".
Wicemistrzynią Europy kadetek w kategorii wagowej 40 kg została mieszkająca w Raciborzu Sara Jezierzańska (LKS Dąb Brzeźnica). Z maty, po porażce z Rosjanką Mariką Bagomiedową, schodziła ze łzami w oczach.
"W zasadzie to powinnam się cieszyć ze srebrnego medalu, który zdobyłam po zaledwie dwóch latach treningów. Mam dopiero 15 lat i jeszcze w ubiegłym roku, ze względu na ten młody wiek, nie mogłam startować w Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży. Zadebiutowałam w maju tego roku i zaczęłam od zwycięstwa. A w kategorii kadetek będę jeszcze przez kolejne dwa lata."
Sara przyznała, że obawiała się pojedynku z Bagomiedową. "Walczyłam z nią wiosną na turnieju w Niemczech i przegrałam. Tu, w hali Torwaru, zaskoczyła mnie w pierwszej rundzie i dość szybko objęła prowadzenie 7:0. W drugiej to ja przystąpiłam do ataków i byłam bliska położenia rywalki na łopatki. Zabrakło mi jednak siły, aby postawić kropkę nad "i", a w trzeciej to się zemściło. Nie byłam w stanie oprzeć się Rosjance".
W sierpniu wicemistrzyni Europy nie odpocznie od zapasów, do których zachęcił ją brat. Pojedzie na obóz Kadry województwa na Mazury.
Wicemistrzynią Europy w kategorii wagowej 65 kg została Marzena Michalik (Agros Żary). "Faktycznie, w finałowej walce przestraszyłam się Rosjanki. Teraz widzę, ze to mój poważny mankament. Po prostu brakuje mi odwagi i nad tym elementem muszę popracować. Trzeba jednak też przyznać, że moja rywalka była silniejsza ode mnie fizycznie. Cieszę się z tego srebrnego medalu, który jest efektem pięcioletniej pracy. W ubiegłym roku przegrałam pojedynek o brązowy medal w Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży i tym samym nie zakwalifikowałam się do reprezentacji Polski na mistrzostwa Europy kadetek.
Uprawianie zapasów zawdzięczam mojej siostrze Monice Rogien-Michalik, która ma szansę występu w igrzyskach w Pekinie. Ja natomiast powalczę o start w londyńskiej olimpiadzie w 2012 roku."
Marzena urodziła się w Trzecielu koło Świebodzina. Jest uczennicą Technikum Żywienia w Żarach. Pytana czy dobrze się odżywia: "Chyba tak, bo nieźle wyglądam" - odpowiedziała, a czy prawidłowo? "Oj, z tym jest troszkę gorzej."
Brązowy medal w kategorii wagowej 38 kg zdobyła Agnieszka Rakoczy (Szczyt Boguszów-Gorce) po zwycięstwie (położenie na łopatki) Pauliny Biegi (Mamry Giżycko). "Czuję duży niedosyt - powiedziała Agnieszka. - Miało być złoto, skoro w ubiegłorocznych mistrzostwach Europy miałam srebro. Trudno, nie udało się, może za rok, bo jeszcze będę kadetką."
Agnieszka Rakoczy od trzech lat nie przegrała żadnej walki z Polką. Z Pauliną Biegą zna się tylko z obozów, a na macie spotkały się wcześniej jeden raz, w kwietniu podczas mistrzostw LZS w Kielcach. "Było mi dziś obojętne z kim miałabym toczyć pojedynek. Szkoda, że natrafiłam na rodaczkę. Najlepszym rozwiązaniem byłyby dwa medale - dla mnie, i dla niej."
Szesnastoletnia Agnieszka umiejętnie godzi naukę ze sportem. "Skończyłam gimnazjum ze średnią 4,8. Zostałam przyjęta do Liceum Profilowanego w Boguszowie-Gorcach. Z przedmiotów lubię matematykę, język polski, natomiast czarną magią pozostała dla mnie fizyka. Wiem, że można żyć z zapasów, ale tak być nie musi. Dlatego też dużą wagę przykładam do wykształcenia. Teraz myślę już tylko o wakacjach, które potrwają dla mnie przez caly sierpień. Spędzę je w Chicago, u babci, którą zobaczę po raz pierwszy".
Agnieszka przygodę z zapasam rozpoczęła jak miała 8 lat. "Gdy przyszłam za namową koleżanek do hali, to chętnych było bodajże pięćdziesiąt dziewcząt. Z biegiem czasu wykruszyły się i zostałam tylko ja". Jej trenerem klubowym jak i kadrowym jest Zbigniew Grabowski.
IZABELA URBAN
W kategorii wagowej 43 kg brązowy medal wywalczyła Izabela Urban (WLKS Siedlce Iganie Nowe). "Wierzyłam, że wyjadę z Warszawy z medalem. Pojedynek o brąz z Białorusinką Mażeiką był bardzo wyrównany. Wygrałam go 2:0 po dwukrotnym doprowadzeniu do parteru. Ten medal to mój duży sukces, bowiem zapasy uprawiam dopiero od trzech lat. Wcześniej, od czwartej klasy szkoły podstawowej trenowałam biegi średnie i to nawet z powodzeniem. Znane mi były osiągnięcia Lidii Chojeckiej, zawodniczki naszego klubu. Skąd zatem zmiana dyscypliny? Ktoregoś dnia przyszedł do szkoły pan Władysław Świętochowski i zapytał, która z nas chciałaby trenować zapasy. Pomyślałam sobie, że warto spróbować. No i tak się wciągnęłam, że trzeba było dokonać wyboru między bieżnią a matą".
NATALIA PUJER
Brązowy medal w kategorii wagowej 49 kg zdobyła Natalia Pujer (Szczyt Boguszów-Gorce). "Oj, ciężko było! - powiedziała po zejściu z maty. - Włoszka zaskoczyła mnie na początku wejściem w nogi i prowadziła 3:0. Pod koniec pierwszej rundy udało mi się zdobyć punkt i do drugiej rundy wyszłam z mocnym postanowieniem zwycięstwa. Atakowałam od pierwszych sekund. Zrobiłam wywrotkę, obejście, a rywalizację zakończyłam rzutem czeskim biodrem na plecy. Przyznam, że liczyłam na więcej, czyli na złoty medal, ale na przeszkodzie stanęła mi Greczynka. To mój drugi brązowy medal mistrzostw Europy kadetów, a i jeszcze w przyszłym będę miała szansę powalczyć o to najcenniejsze trofeum. Zapasy uprawiam dopiero od ponad trzech lat. Chciałam trenować akrobatykę, jednak kiedy po trzech zajęciach na macie zdobyłam brązowy medal w mistrzostwach UKSów, to był to niesamowity magnes i zostałam przy zapasach.
Rafał Statkiewicz (GLKS Osielsko) zajął piąte miejsce w kategorii wagowej 50 kg. Po przegranej walce o brązowy medal z Gruzinem Władimerem Chinegaszwilim usiadł na krześle za kotarą i długo rozpaczał. "Wprawdzie postawiłem sobie za cel bycie w czołowej dziesiątce, i go osiągnąłem, ale pozostał wielki niedosyt, gdyż medal był w zasięgu ręki. Po prostu przespałem drugą rundę, za późno przystąpiłem do ataku" - powiedział Statkiewicz, którego do uprawiania zapasów zachęciła nauczycielka wychowania fizycznego Elżbieta Lewandowska.
"Widziała, że biłem się na lekcjach wuefu i zaproponowała, żebym wyżywał się na matach. I dziś nie żaluję, że już od sześciu lat trenuję zapasy w klubie GLKS w Osielsku, oddalonym o 2 km od Żołędowa, gdzie mieszkam. To mój pierwszy start w tak prestiżowej imprezie jaką są mistrzostwa Europy kadetów" - dodał Rafał.
Adam Gryc (Slavia Ruda Śląska) przegrał pojedynek o brązowy medal z Niemcem Timo Schmittem i uplasował się na piątej pozycji w kategorii wagowej 69 kg. "W miarę jestem zadowolony z występu na Torwarze, ale mogło być lepiej. Przyznam, że zjadła mnie trema, sam nie wiem dlaczego, a poza tym byłem zmęczony poprzednią walką ze Słowakiem" - powiedział siedemnastoletni Adam, który zapasy uprawia od siedmiu lat. Do tej dyscypliny zachęcił go Tomasz Garczyński, który w szkole był nauczycielem wychowania fizycznego, a w Slavii - trenerem.
"Zapasów próbował również mój starszy brat, ale dość szybko zrezygnował. Mam nadzieję, że ja wytrwam dłużej. Na razie myślę o odpoczynku, wybieram się ze znajomymi pożeglować na Mazurach" - dodał Adam Gryc.
Mateusz Gamrot (Bizon Milicz) w kategorii wagowej 63 kg uplasował się na miejscach 7/8. "To poniżej moich oczekiwań - powiedział. - Liczyłem co najmniej na piątą lokatę. Gdybym wygrał z Rosjaninem to walczyłbym nawet o brązowy medal. W repasażu przyszło mi się spotkać po raz trzeci z Pawłem Albinowskim (Mazowsze Teresin) i po raz trzeci wygrałem. Pierwszy raz walczyliśmy ze sobą w lutym w Krotoszynie w zawodach Pucharu Polski, a potem w maju, w Krapkowicach, gdzie zdobyłem złoty medal Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży".
Niespełna siedemnastoletni Gamrot zapasy uprawia od czterech lat.
"Namówili mnie do tej dyscypliny koledzy w Kudowie Zdroju, gdzie mieszkam i w tamtejszym klubie, Opal, trenowałem przez dwa lata. Następne dwa już w Miliczu, w klubie Bizon".
ANDRZEJ GŁAZ
Kierownik wyszkolenia PZZ Andrzej Głaz podsumował występ Polaków w stylu wolnym:
"To najsłabsza nasza konkurencja. Od dziesięciu lat nie możemy nawiązać do sukcesów jakie odniósł Krystian Brzozowski, który w 1997-1998 roku zdobył złoty i srebrny medal mistrzostw świata (wówczas nie organizowano jeszcze mistrzostw Europy). Dwa piąte miejsca Rafała Statkiewicza i Adama Gryca to bardzo skromny dorobek, biorąc pod uwagę, że jako gospodarze turnieju wystawiliśmy dwie reprezentacje.
Trudno w kilku słowach ocenić problemy szkoleniowe z jakimi zarówno Związek jak i kluby borykają się na co dzień. Jednym z ważniejszych jest masowość. W Polsce w około pięćdziesięciu klubach zapasy w tej kategorii wagowej uprawia 600-700 zawodników, podczas gdy w krajach dominujących w tej dyscyplinie co najmniej dziesięć razy tyle. To jest dopiero początek selekcji, a kto dojdzie na szczyt piramidy jeśli w jednej kategorii wagowej mamy średnio 60-70 zapaśników...
Aż siedem złotych medali zdobyli w hali Torwaru Rosjanie. Rosja to olbrzymi kraj, a jednak - co ciekawe zdecydowana większość reprezentantów pochodzi wyłącznie z Kaukazu. Tam, sporty walki, a w szczególności zapasy są bardzo popularne. Na matach ćwiczą już 5-6 letnie dzieci, natomiast u nas znacznie starsze. Mam nadzieję, że przyjemniejszą i radośniejszą ocenę będę mógł przekazać po występie dziewcząt, które w czwartek przystąpią do rywalizacji".